Historia naszej rodziny zastępczej

  • Drukuj

Przedstawiamy kolejną historię rodziny zastępczej. Przedstawia ona trud pracy z dziećmi, mówi o nauce podstawowych rzeczy, takich jak np. jedzenie, nauce zasad, stawianiu granic, ćwiczeniu cierpliwości. To historia o sztuce uczenia się, zarówno opiekuna, jak i dzieci, o MIŁOŚCI, przekazywanej przez rodzica zastępczego i MIŁOŚCI odwzajemnionej przez dzieci i wyrażanej głośno: „Kocham Cię ciociu, chcę zostać z Tobą”

 

„Nadszedł rok 2020. Styczeń z pozoru wydawał się, że to będzie dobry rok ale, niestety życie wywraca się do góry nogami, nagle zostaję rodziną zastępczą dwójki dzieci w wieku 4 i 6 lat, bardzo trudnych dzieci, które wzbudzały u mnie przerażenie z powodów tak istotnych rzeczy, jak np. posiłki. Wiedziałam, że będzie to trudny okres dla mnie, jak i dla dzieci, że teraz zacznie się „jazda bez trzymanki”. Nie przypuszczałam, że te dzieci są mi bliskie, a tak mało je znam. Pewnych rzeczy nie dostrzegałam odwiedzając ich w ich rodzinnym domu i tutaj byłam niemile zaskoczona, kiedy zorientowałam się, jak będzie trudno. Maluchy nie znały, co to jest zdrowy posiłek, taki jak obiad, że trzeba go przygotować i zjeść, żeby być silnym i zdrowym, że również istnieje posiłek rano i wieczorem. Dzieci zup nie znały, one same to mówiły. Wieczny stres przy podawaniu im posiłków, aż czasem brakowało cierpliwości, ale wiedziałam, że jeżeli się poddam to nic z tego nie będzie, więc postanowiłam stanąć na wysokości zadania, trzymać się zasad panujących w domu.

 

Rodzice dzieci tak naprawdę się nimi nie interesowali, odwiedziny były sporadyczne i niekiedy późną porą, gdzie wiele razy prosiłam, żeby nie przychodzić o takich porach. Żadnej sensownej pomocy z ich strony nie było. Dziewczynka chodziła do szkoły i poranne ubieranie trzeba było zacząć od nauki ubierania, bo i tego dziecko nie znało.
Z chłopcem było trudniej, jako 4 latek nie mówił poprawnie, nie znał słów, jego mowa była na poziomie rocznego dziecka, za każdym razem trzeba było go poprawiać, żeby nauczył się poprawnie wypowiadać słowa. Nikt go nie mógł zrozumieć. Biologiczni rodzice nie potrafili zająć się dziećmi, tak jak to powinno się odbywać. Dziecko miało problemy z rysowaniem, rysował czarne kręgi, bo tak naprawdę w domu nigdy nie rysował, zazwyczaj bawił się telefonem. Miałam problem z tym, żeby go od tego odzwyczaić. Nie rozumiał prostych poleceń, jak by był w innym świecie.

 

Teraz po ciężkich miesiącach dzieci są zupełnie inne, wiele się nauczyły doceniają każdy posiłek. Ciągle powtarzają, że nie wiedzą, by zrobiły beze mnie, że mnie kochają i nie chcą wracać do rodziców. Po trudach jestem bardzo szczęśliwa, że moje poświęcenie dały takie rezultaty i jestem dumna z tego, że ta dwójka dzieciaczków jest warta tego poświęcenia.....”